Mój blog

Mam na imię Monika. Na co dzień próbuję wspinać się po szczeblach edukacyjnej drabiny, której szczyt podobno będzie gwarancją  rozkwitu mojej kariery zawodowej. Tak mówią wszyscy, ale jaka będzie rzeczywistość — tego dowiem się dopiero wtedy, gdy otrzymam wymarzoną posadkę.

Studentką jestem raczej przeciętną. Egzaminy obchodzą mnie zazwyczaj dopiero wtedy, gdy ich termin zbliża się nieubłagalnie i pod tym względem nie różnię się znacząco od innych studentów. Wbrew pozorom nie jestem jednak leniwa, bo odwlekanie spraw edukacyjnych na dalszy plan jest spowodowane zainteresowaniami, które pochłaniają każdą moją wolną chwilę. Ale o tym nieco później.

Zacznijmy raczej od początku. W dzieciństwie zajmowałam się właściwie różnymi rzeczami, ale przede wszystkim byłam wielką kolekcjonerką. Zbierałam wszystko, co ładne (między innymi znaczki pocztowe z motylami, karteczki, którymi wymieniałam się z koleżankami, muszelki czy kamienie o nietypowych kształtach i kolorach). Teraz największą kolekcję stanowią rachunki w portfelu, kiedy przez dłuższy czas zapominam w nim posprzątać, ale lubię „chomikować” właściwie wszystko to,  co może mi się przydać w przyszłości. Mój pokój jest więc składzikiem i graciarnią, co przeszkadza mi szczególnie wtedy, gdy muszę wszystko posprzątać. Wtedy zdaję sobie sprawę tego, że byłoby mi dużo łatwiej, gdyby połowa przedmiotów zniknęła, ale oczywiście ich położenie się nie zmienia, a wręcz przeciwnie — kolekcja stale się powiększa.

Jeśli chodzi o życie osobiste i uczuciowe, to moja sytuacja jest dosyć prosta i na pewno uporządkowana lepiej niż pokój, a przynajmniej tak mi się wydaje. Kiedy ktoś zapyta, czy jestem zajęta, odpowiadam — tak. Po kilku małoznaczących epizodach znalazłam w końcu miłość swojego życia.

Mój partner ma na imię Nikon i towarzyszy mi właściwie wszędzie, dlatego jestem w stanie poświęcić dla niego naprawdę wiele, przejechać tysiące kilometrów, wstawać w środku nocy, albo wcale nie kłaść się spać. Akceptuję swoją sytuację, ponieważ ta miłość nie jest bezinteresowna.

Nikon pozwala mi spojrzeć na przeszłość w zupełnie inny sposób. Pozwala mi pamiętać o tym, co w pamięci innych już dawno się ulotniło. W końcu sprawia, że jestem szczęśliwa. Nie ogranicza mnie. Pozwala działać. Nigdy nie mówi, że jest zmęczony. Nie przeszkadza mu zła pogoda. Zawsze ma dla mnie czas. Jest naprawdę idealny, ale niestety — nie jest facetem.

Nikon ma trzy lata i jest oczywiście moim ukochanym aparatem, a wyniki naszej doskonałej partnerskiej relacji możecie oglądać na blogu, gdzie umieszczam najciekawsze zdjęcia oraz krótkie opisy właściwie wszystkiego, co wydaje się być interesujące.

Najczęściej ludzie robią zdjęcia podczas wakacji i wyjazdów, ważnych imprez i spotkań i pod tym względem w zasadzie niczym się nie różnię od innych, ale z aparatem chodzę właściwie wszędzie.

Oczywiście, wyjazd w góry, nad morze czy zagraniczne wakacje zawsze zostają uwiecznione na zdjęciach, ponieważ plenerowe ujęcia zawsze są piękne, niezależnie od pory roku i pogody. Świat przecież zachwyca swoim wyglądem, ale również ciągle się zmienia i przeobraża, dlatego nigdy nie odmawiam sobie przyjemności robienia zdjęć. A po latach najczęściej wracam w te same miejsca i widzę jak wszystko się zmieniło. Tam, gdzie kiedyś był staw, dziś powstało nowe osiedle mieszkaniowe, tam gdzie była łąka teraz biegnie droga. Lubię obserwować takie zmiany.

Niestety, możliwości finansowe nie pozwalają mi na cotygodniowe wyjazdy w ciekawe miejsca, dlatego inspiracji szukam właściwie tu gdzie mieszkam. Warszawa — tu się urodziłam, tu żyję i mam nadzieję, że to się nigdy nie zmieni. Kocham to miasto, przede wszystkim ze względu na wygląd i tętniące życiem ulice. Inspiruje mnie ruch, zmiany, działanie, i to właśnie takie rzeczy najczęściej uwieczniam na fotografii. Ich bohaterami są zazwyczaj Warszawiacy, którzy przemierzają ulice mojego pięknego miasta.

Co prawda nie jestem profesjonalistką, ale cały czas  robię wszystko, aby to zmienić i z każdym dniem zbliżam się do doskonałości. Wszystko zawdzięczam właściwie wyłącznie  ciężkiej pracy. Owszem, skończyłam kiedyś kurs fotograficzny, ale cały czas próbuję poszerzać swoją wiedzę  a także umiejętności techniczne.

Rodziców kocham przede wszystkim za to, że dali mi najlepszy prezent na urodziny, a mianowicie wymarzony aparat.  Teraz zbieram pieniądze na nowe obiektywy, czytam porady profesjonalnych fotografów i działam. Sprawdzam teorię praktyce. Jak mi wychodzi? Możecie sprawdzić sami  na moim blogu. Zapraszam więc do oglądania zamieszczonych tam albumów. Na pewno ujęcia nie są perfekcyjne, ale kto wie — może za jakiś czas się to zmieni.